Jak to się stało, że fotograf pracujący na co dzień dla Agencji Gazety, współpracujący chociażby z National Geographic Polska został jurorem konkursu fotograficznego o tematyce herbacianej?
Adam Golec: Ten „herbaciany konkurs” nie jest zwykłym konkursem poświęconym sfotografowaniu przypadkowego przedmiotu i zorganizowanym przez przypadkowych ludzi. Dzisiaj powstaje ogromna ilość takich fotograficznych kompetycji.
Postanowiłem zgodzić się na propozycję jurorowania złożoną mi przez Tomasza Witomskiego, ponieważ przy okazji mojej zeszłorocznej wizyty na Cejlonie dał mi się poznać jako szalenie pozytywny entuzjasta fotoreportażu, fotografii w ogóle. Partnerowanie takiemu przedsięwzięciu, które tworzą ludzie pasjonujący się fotografią sprawia mi ogromną przyjemność i pozwala bez obłudy podpisywać się pod ciekawymi jego efektami. Wiedziałem, że temat herbaty wybrali do swojego konkursu fachowcy zarówno w tej herbacianej, jak i fotograficznej dziedzinie. W ogóle związek z fotografią Tomasza i Piotra Witomskich oraz Dilhana C. Fernando jest dla mnie zaskakujący - wszyscy Ci panowie dobrze fotografują i robią to z zaraźliwym zapałem. W tej firmie jest całkiem sporo dobrych fotografów...
Jaka była idea konkursu - jakie były oczekiwania co do nadsyłanych fotografii?
AG: Zdecydowaliśmy jeszcze przed ogłoszeniem tegorocznej edycji, że zależy nam na dobrej fotografii. Nie zakładaliśmy, że w tym roku szukamy bardziej portretu, reportażu, czy np. fotografii studyjnej. Staraliśmy się, chociaż to niełatwe, oceniać te gatunki sprowadzając wszystkie kryteria do wspólnego mianownika naszych subiektywnych lecz opartych na własnym, fotograficznym doświadczeniu, preferencji.
W jaki sposób obradowało jury?
AG: Obradowaliśmy nowocześnie. Dzięki platformie, jaką jest dla nas Internet, obrady można usprawnić i całe główne posiedzenie skondensować do ostatecznych decyzji. Odbyło się to w trzech turach. Pierwsza służyła do pozytywnej selekcji - przechodziły zdjęcia, które spodobały się choćby jednemu jurorowi. Druga była selekcją większościową. Jurorów było pięcioro, więc sprawa była prosta. W trzecim etapie spotkaliśmy się i wybraliśmy finalistów poprzez głosowanie, ale już nie czysto arytmetyczne. Rozmawialiśmy dużo. Wyjaśnialiśmy i często po takich wyjaśnieniach zmienialiśmy zdanie.
Czy formuła konkursu okazała się interesująca dla uczestników. Czy nadesłane prace były różnorodne, pomysłowe, czy zaskoczyły czymś Pana?
AG: Zaskoczyło nas wszystkich to, że słabą aktywnością wykazali się tzw. profesjonaliści. A szkoda, bo z tego powodu nie zdecydowaliśmy się na przyznanie nagrody głównej, wyjazdu na Sri Lankę. Jednak przebieranie zgłoszeń amatorów dostarczyło nam miłych wrażeń i dowodów na to, że podział w fotografii na te kategorie, słuszny w teorii, w praktyce nie został poprawnie zrozumiany. Zdjęcia ludzi zajmujących się fotografią niezawodowo były dobre i różnorodne.
Brak aktywności ze strony profesjonalistów dziwi tym bardziej, że główną nagrodą w tej kategorii była fotograficzna wyprawa na Cejlon i realizacja wybranego reportażu. Proszę zachęcić wszystkich fotografujących miłośników herbaty do udziału w przyszłorocznej edycji konkursu - dlaczego warto powalczyć o wyjazd na Cejlon?
AG: Na końcową wersję takiego apelu będzie trzeba jeszcze poczekać. Musimy skonstruować go całym zespołem. Nie ulega jednak wątpliwości zasadnicza rzecz. Fotograf musi być ciekawy świata. Jest to warunek konieczny. Bez ciekawości nie ma treści. Trzeba mieć oczy szeroko otwarte. Obserwować, analizować i potem naciskać na spust migawki. Możliwość znalezienia się w tak atrakcyjnym wizualnie, kulturowo, różnorodnym miejscu jest dla fotografa szczególnym przywilejem. Pamiętajmy, że fotograf jedzie tam nie tylko na wycieczkę. Jest prowadzony wg ustalonego wcześniej planu po miejscach, których nie odwiedzają klienci biur turystycznych. Zachęcanie do wzięcia udziału w konkursie, którego główną nagrodą jest wyjazd na Sri Lankę, to w sensie logicznym jest zachęcanie do wyjazdu na Cejlon. I to już wydaje mi się kuriozalne. Jak można zachęcać do czegoś, co prawdopodobnie każdy z nas ma ochotę zrobić choćby... jutro!?
Czy z perspektywy profesjonalisty - który w dodatku miał okazję fotografować herbatę w miejscu jej uprawy - temat konkursu był dużym wyzwaniem? Czy trudno jest fotografować herbatę i związane z nią tradycje, rytuały?
AG: Moim zdaniem dla zawodowego fotografa, każdy temat to dobry temat. Zawsze powinien być wyzwaniem. Amator, który może sfotografować herbatę, ale nie musi, ma prawo powiedzieć, że mu się nie chce, że mu to nie leży, że ma zły dzień. Zawodowiec musi zrobić zdjęcie. Ostatecznie jednak herbata jest tak głęboko w naszym życiu zakorzeniona i obecna wszędzie, że zrobienie dobrego, niebanalnego zdjęcia na jej temat jest wyzwaniem wyjątkowo trudnym. I nie chodzi tu o rytuał, plantację, chodzi o ekskluzywne rozwiązanie takiego zadania. Dzisiaj, kiedy ludzie o wiele więcej podróżują po świecie, zdjęcie Tamilki z plantacji nie zaskakuje, o ile nie jest ona wyjątkowo ciekawie sfotografowana. I tu zaczynają się schody. Rolą jurora, jest wydobyć z ogromnego zbioru takie ciekawe zdjęcia i obronić je przed odmiennym zdaniem pozostałych jurorów. Nie zawsze się to udaje. Każdy z nas ma odmienny bagaż powidoków z całego świata, inną pozostałość fotograficzną w pamięci. Dla każdego z nas ekskluzywność definiuje się inaczej.
Jakie zdjęcia wygrały? Czy coś je łączy?
AG: Mam nadzieję, że łączy je temat ;-) A tak bardziej serio to uważam, że wydaliśmy mądry werdykt. Ryzykowne jest nieprzyznanie nagrody głównej, o którą walczą zawodowcy, ale... moim zdaniem nie zawalczyli. Zastanawiamy się, gdzie był błąd. Zależy nam na tym gronie i postaramy się do niego skuteczniej trafić za rok.
Czy wygrało Pana ulubione zdjęcie? Na co Pan zwracał szczególną uwagę wybierając swoje ulubione fotografie? Przede wszystkim technika, pomysł czy może zgodność z tematyką?
AG: Mój głos, jako przewodniczącego jury, był decydujący w sytuacjach spornych. Zdarzyło się to tylko raz. W pozostałych wypadkach byłem jednym z pięciu. Tak więc musiałem się kilka razy pogodzić z porażką mojego faworyta w którymś z kolejnych pokazów. W finale znalazły się niemal wszystkie moje ulubione zdjęcia. Kategorycznie sprzeciwiałem się niepoprawności technicznej, bo myślę, że świadoma fotografia w pewnym momencie nie może już być niedbała. A naszym celem było i jest prezentowanie świadomej fotografii.








